To paradoksalne, ale decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu ukraińskiej jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA” wywołała skutek, którego w Kijowie z pewnością się nie spodziewano. Światowa opinia publiczna, dotychczas obojętna lub nieświadoma tragicznych wydarzeń z lat drugiej wojny światowej, zaczęła gwałtownie otwierać oczy na rzeź wołyńską. O masowej eksterminacji ponad 100 000 Polaków przez ukraińskich nacjonalistów pisały pod koniec maja 2026 roku największe agencje informacyjne w Europie, a doniesienia o polskim oburzeniu i skandalu dyplomatycznym dotarły nawet na krańce Azji, będąc szczegółowo analizowane przez prestiżowy singapurski dziennik „The Straits Times”. Ten globalny rezonans pokazuje, że sprawa bolesnej przeszłości ostatecznie przestała być jedynie lokalnym sporem sąsiedzkim, a stała się tematem międzynarodowej debaty. Kijów, odwołując się do mitu banderowskiego w bieżącej polityce historycznej, niechcący zmusił świat do rzetelnego pochylenia się nad polską martyrologią.
Reakcja polskiego prezydenta
Wobec tej sytuacji, jedyną suwerenną reakcją okazała się zapowiedź prezydenta Karola Nawrockiego. Polski przywódca zapowiedział formalne uruchomienie procedury pozbawienia Wołodymyra Zełenskiego najwyższego polskiego odznaczenia państwowego, czyli Orderu Orła Białego, który został mu nadany w kwietniu 2023 roku. Sprawa ta ma zostać rozpatrzona podczas najbliższego posiedzenia Kapituły Orderu. Decyzja ta ma wymiar głęboko państwowy. Order Orła Białego to najświętsze wyróżnienie Rzeczypospolitej Polskiej, które w swojej historii było odbierane niezwykle rzadko i wyłącznie w sytuacjach skrajnych. Uhonorowanie orderem człowieka, który wynosi na panteon chwały formację odpowiedzialną za śmierć bezbronnych polskich dzieci, kobiet i starców, jest profanacją tego odznaczenia i uderzeniem w suwerenność naszej pamięci narodowej.
Co więcej, sama zapowiedź odebrania tego orderu przez prezydenta Nawrockiego zadziałała jak impuls, który wywołał już pierwsze poruszenie w dyplomatycznych kuluarach. To wyraźny sygnał: Polska przestała przyjmować wszystko w milczeniu. Jeśli dojdzie do faktycznego odebrania odznaczenia, sprawa może stać się jednym z najgłośniejszych tematów dotyczących relacji polsko-ukraińskich na arenie międzynarodowej, czyniąc z Wołynia problem niemożliwy do wyciszenia w imię doraźnej polityki.
Konformizm warszawskich gabinetów
Niestety, zamiast jednomyślnego poparcia dla tej stanowczej postawy głowy państwa, na polskiej scenie politycznej po raz kolejny obserwowaliśmy spektakl głębokiego konformizmu. Premier Donald Tusk oraz minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski podjęli próby wyciszenia tej sprawy. Donald Tusk na platformie X sformułował tezę, że kłótnie o przeszłość oznaczają oddanie wspólnej przyszłości w ręce Kremla. Z kolei Radosław Sikorski przekonywał, że publiczna konfrontacja w tej sprawie służy wyłącznie Władimirowi Putinowi.
To rozumowanie zawiera fundamentalny błąd strategiczny. Próba zrównania żądania szacunku dla ofiar ludobójstwa z prorosyjskością jest przejawem kompleksów w polskiej dyplomacji. Rządzący zdają się wierzyć, że bezpieczeństwo Polski można kupić za cenę milczenia i rezygnacji z własnej tożsamości. Tymczasem historia uczy, że sojusze budowane na fundamentach przemilczeń są nietrwałe i runą przy pierwszym poważniejszym kryzysie. Polska nie potrzebuje sojuszu opartego na kłamstwie, ale na prawdzie.
Postawa ukraińskich elit
Tymczasem reakcje płynące bezpośrednio zza naszej wschodniej granicy obnażają porażające poczucie wyższości ukraińskich elit politycznych. Rzecznik ukraińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Heorhij Tychyj w oficjalnym oświadczeniu wyraził ubolewanie z powodu „ostrej reakcji w Polsce”, dodając, że intencją ukraińskich żołnierzy nie było obrażenie narodu polskiego, a sama symbolika UPA oznacza dla nich wyłącznie walkę z Moskwą. Sugerowanie, że można czcić formację odpowiedzialną za śmierć stu tysięcy ludzi i jednocześnie nie chcieć nikogo obrazić, jest kpiną z polskiej wrażliwości.
Prawdziwy obraz rewizjonizmu przedstawił mer Lwowa, Andrij Sadowy, na antenie telewizji Polsat News. Sadowy nie tylko bronił decyzji o nadaniu jednostce imienia UPA, stwierdzając, że to jest ich historia, ale posunął się do manipulacji intelektualnej. Przekonywał polskich widzów, że nie znamy dokładnie wydarzeń sprzed lat, a następnie powielił postsowiecką tezę o tym, że sowiecka armia ubierała się w mundury UPA, by zrzucić na nich odpowiedzialność za zbrodnie. Sianie takiej dezinformacji przez jednego z najważniejszych ukraińskich polityków na antenie polskiego nadawcy jest uderzeniem w twarz rodzinom ofiar. To dowód na to, że część ukraińskich elit usiłuje napisać historię na nowo, licząc na to, że Warszawa w imię bieżących interesów pokornie to przełknie.
Geopolityczna erozja sojuszu
Błąd kalkulacyjny Kijowa przyniósł paradoksalny skutek na arenie międzynarodowej. Poprzez eskalację sporu o symbole, to strona ukraińska sprawiła, że opinia publiczna po raz pierwszy tak szeroko usłyszała o Wołyniu. Na łamy światowych mediów trafiły liczby dokumentujące śmierć 100 000 Polaków oraz terminy takie jak czystka etniczna i ludobójstwo. Świat dzięki tej decyzji dopiero zaczyna rozumieć, dlaczego Polacy mają tak głęboki uraz, a prawda o Wołyniu przestała być traktowana wyłącznie jako lokalny, polsko-ukraiński spór sąsiedzki. Tym bardziej nie może się to zakończyć jedynie zapowiedzią odebrania najwyższego polskiego odznaczenia państwowego.
To właśnie dlatego odebranie Zełenskiemu najwyższego odznaczenia państwowego jest krokiem koniecznym. Dopiero ten zdecydowany gest pokaże społeczności międzynarodowej, że Polska nie negocjuje w sprawach dotyczących pamięci o pomordowanych rodakach. Suwerenność państwa buduje się na szacunku do samego siebie. Jeśli sami nie postawimy twardego weta wobec apoteozy ludobójców, nikt na świecie nie będzie szanował naszej historii ani naszych granic. Prawdziwy sojusz nie może być budowany na fundamencie przemilczanego kłamstwa. Może powstać wyłącznie na fundamencie prawdy i bezwarunkowego potępienia bestialskich oprawców naszych rodaków, którzy spoczywają w dołach śmierci i wciąż czekają na godny pochówek.

