Znieczulica na sygnale. System alertów tworzy chaos, a w Hrubieszowie komunikację kryzysową pisze… sztuczna inteligencja

Gdybyśmy mieli streścić wczorajsze procedury bezpieczeństwa na wschodzie Polski, brzmiałyby one tak: wywołaj panikę, wyślij ludzi do schronów, których nie ma, a na koniec odwołaj alarm postem wygenerowanym przez sztuczną inteligencję. Państwowy system wczesnego ostrzegania w obecnej formie przekracza granice absurdu. Zamiast budować bezpieczeństwo, funduje nam groźną w skutkach narastającą panikę.

Wczorajsze przedpołudnie w Hrubieszowie i całym regionie wyglądało jak kadr z filmu katastroficznego. Wyjące syreny, komunikaty Alert RCB o „zagrożeniu atakiem z powietrza”, ewakuacja dzieci w szkołach, urzędnicy schodzący do podziemi. Pełna mobilizacja.

A po niecałej godzinie? „Zagrożenie odwołano”. Ulga? Nie, raczej rosnąca frustracja i poczucie, że ktoś tu traktuje obywateli niezbyt poważnie.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie neguje tego, że za wschodnią granicą toczy się wojna, a polskie wojsko musi monitorować przestrzeń powietrzną i podrywać myśliwce. Problem polega na tym, że komunikacja cywilna – ta, która trafia na nasze telefony – jest całkowicie oderwana od realiów i zdrowego rozsądku. Bardziej szkodzi, niż pomaga.

Syndrom fałszywego alarmu

Spójrzmy na sekwencję komunikatów. O 11:53 dowiadujemy się, że trwa atak na Ukrainę i polskie lotnictwo operuje w przestrzeni. Chwilę później na telefony wpada komunikat najwyższej wagi: „Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne miejsce”. O 12:54 wszystko zostaje odwołane.

Ten system jest śmiertelnie niebezpieczny nie dlatego, że ostrzega, ale dlatego, że nie stopniuje zagrożenia. Wrzuca do jednego worka sytuację, w której obce rakiety lecą na Lwów, z sytuacją, w której pocisk faktycznie zmierza na polskie miasto.

Z psychologicznego punktu widzenia to klasyczny syndrom „chłopca, który wołał o pomoc”. Jeśli państwo co kilka dni będzie włączać syreny i wysyłać alerty o „znalezieniu bezpiecznego miejsca” (które po godzinie są odwoływane bez słowa wyjaśnienia), to za piątym razem nikt nie wstanie z kanapy. Kiedy nadejdzie prawdziwe niebezpieczeństwo, znieczulone społeczeństwo zignoruje sygnał. To prosta droga do tragedii.

„Znajdź bezpieczne miejsce”, czyli urzędowa kpina

Skalę paniki, jaką wywołał ten informacyjny chaos, najlepiej obrazują wiadomości, które wczoraj rano zalały naszą redakcyjną skrzynkę. Przerażeni mieszkańcy pytali wprost: „Czy to prawda, że w Hrubieszów uderzył dron?”. Inni, patrząc bezradnie na ekrany telefonów, dopytywali: „Gdzie mamy uciekać? Gdzie w Hrubieszowie jest to bezpieczne miejsce?”.

Kolejnym absurdem jest bowiem sama treść alertów. RCB każe nam „znaleźć bezpieczne miejsce”. Gdzie dokładnie?

Według oficjalnych danych Najwyższej Izby Kontroli, w Polsce profesjonalne schrony wystarczą dla niecałych 4 proc. obywateli. W mniejszych miastach, takich jak Hrubieszów, Tomaszów, Biłgoraj czy Włodawa, infrastruktura ochronna to w dużej mierze fikcja oparta na piwnicach z cienkimi stropami. Władza centralna wysyła więc komunikat nakazujący wykonanie czynności niemożliwej, przerzucając odpowiedzialność na samego obywatela. „My wysłaliśmy SMS-a, radźcie sobie sami”.

Jak to wyglądało w praktyce? W sporej części miast na wschodzie Polski dzieci w szkołach były „ewakuowane” na przykład na parkingi (to jest to bezpieczne miejsce?), a urzędnicy w urzędach chowali się do piwnic. Reszta mieszkańców normalnie spacerowała po ulicach miast, nic sobie nie robiąc z tych alertów.

Sztuczna inteligencja i szczyt braku kompetencji

Jeśli myślicie, że na poziomie centralnym panuje chaos, spójrzcie na poziom samorządowy.

W czasie, gdy na telefony mieszkańców przychodzą alerty o zagrożeniu z powietrza, oficjalny profil „Hrubieszów Miasto z Klimatem” publikuje komunikat z prośbą o zachowanie spokoju i stosowanie się do poleceń służb. Wspaniale, prawda? Tyle tylko, że Facebook bezlitośnie obnażył kulisy powstania tego wpisu. Pod nazwą profilu widnieje jak byk oficjalny znacznik platformy: „Treści utworzone przez SI”.

Zatrzymajmy się przy tym na chwilę. Przecież to nie sztuczna inteligencja przejęła zarządzanie kryzysowe w mieście. To konkretny, opłacany z publicznych pieniędzy urzędnik w momencie wycia syren uznał, że nie potrafi samodzielnie sklecić dwóch prostych zdań uspokajających mieszkańców i postanowił wyręczyć się algorytmem.

Jak obywatel ma z pełną powagą podejść do komunikatu, nie wpadać w panikę i „stosować się do zaleceń”, skoro na pierwszy rzut oka widzi, że dla władz miasta ten kryzys to najwyżej okazja do zabawy generatorem tekstów? To już nie jest zwykła wpadka wizerunkowa. To szczyt braku kompetencji, organizacyjnej pustki i zwykłego urzędniczego lenistwa. W sytuacji realnego zagrożenia, zamiast profesjonalnego sztabu kryzysowego, hrubieszowski ratusz ma nam do zaoferowania prompta wpisanego w bota. No chyba, że tak szybko biegli do „bezpiecznego miejsca” i nie było czasu zająć się resztą mieszkańców…

Bezpieczeństwo narodowe to nie jest zabawa w głuchy telefon. Mieszkańcy ściany wschodniej potrzebują rzetelnej informacji i procedur, a nie automatycznych SMS-ów, pustych piwnic i postów z generatora AI. Państwo i samorządy muszą wreszcie zrozumieć, że grają naszym poczuciem bezpieczeństwa. A to kapitał, którego nie da się odzyskać kolejnym SMS-em.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry