Samobój na własne życzenie. Rada Miejska w Hrubieszowie uznała publiczny atak za „polemikę polityczną”, choć wiedziała o prokuratorskim śledztwie


W polityce można bez konsekwencji zaklinać rzeczywistość. Można czarne nazywać białym, można szczekać z ław poselskich, można być „przeciwko PCK i innym nazwom” i można robić rzeczy, które poza polityką wywołałyby zupełnie inną reakcję.

Problem zaczyna się wtedy, gdy polityczna bezkarność zderza się z rzeczywistością. A ta ma tę paskudną cechę, że wcześniej czy później wystawia rachunek.

W Hrubieszowie właśnie taki rachunek został wystawiony.

Głosowanie na poniedziałkowej sesji nadzwyczajnej przejdzie do historii hrubieszowskiego samorządu jako moment, w którym – przynajmniej w tej sprawie – organ kontrolny oficjalnie abdykował. Zamiast stać na straży praworządności, dziesięciu radnych wolało pełnić funkcję Kancelarii Ochrony Wizerunku.

W poniedziałek, 14 września, Rada Miejska w Hrubieszowie pokazała, że w imię obrony organu wykonawczego jest gotowa przyjąć nawet taką interpretację, w której publiczne odniesienie się do zawiadomienia złożonego przez mieszkankę zostaje nazwane „polemiką polityczną”. Stosunkiem głosów 10 za, 1 przeciw, przy 1 wstrzymującym się, radni uznali za bezzasadną skargę na burmistrz Martę Majewską.

Przypomnijmy: sprawa dotyczyła publicznego ujawnienia z urzędowej trybuny faktu, że mieszkanka złożyła zawiadomienie do organów ścigania. Według przegłosowanego właśnie uzasadnienia, użycie mikrofonu, transmisji na żywo i powagi urzędu przeciwko obywatelowi to nic innego jak… uprawniona „polemika polityczna”.

Z politycznego punktu widzenia Rada przyjęła stanowisko korzystne dla burmistrz. Z prawnego – zaminowała własną wiarygodność na resztę kadencji. Prawdziwy problem zacznie się bowiem wtedy, gdy z tym radosnym uzasadnieniem zderzą się ustalenia organów, które prowadzą własne postępowania w tej sprawie.

Rada woli rosyjską ruletkę

Radni nie głosowali w ciemno. Zanim nacisnęli przyciski, otrzymali kopie postanowienia Prokuratury Rejonowej o wszczęciu śledztwa w kierunku art. 231 § 1 Kodeksu karnego, dotyczącego przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego.

Znali więc fakt prowadzenia postępowania karnego dotyczącego zachowania, które w swojej uchwale uznali za mieszczące się w granicach „polemiki politycznej”. I właśnie tutaj zaczyna się najbardziej interesujące pytanie: co właściwie oznacza ich uchwała w sytuacji, w której ten sam zespół faktów jest jednocześnie przedmiotem zainteresowania prokuratury?

Rada postawiła na swoją interpretację. Prokuratura prowadzi własne postępowanie. Która ocena okaże się prawnie trafna — tego 14 września Rada nie mogła wiedzieć. Mogła natomiast wiedzieć, że sprawa nie kończy się na sali obrad.

Kopnięcie szczeniaka jako „ekspresja polityczna”

Żeby w pełni zrozumieć absurd uzasadnienia, pod którym swoimi nazwiskami podpisała się w poniedziałek większość radnych, użyjmy prostego eksperymentu myślowego.

Wyobraźmy sobie, że podczas transmitowanej na żywo sesji na salę obrad wbiega przypadkowo bezpański szczeniak. Burmistrz wstaje i z impetem go kopie. Zbulwersowani mieszkańcy oglądający ten wyczyn na żywo (sesja przecież jest transmitowana) piszą oficjalną skargę, a Rada Miejska odrzuca ją z urzędową powagą, wpisując w uzasadnieniu: „Osoba publiczna ma prawo do własnej ekspresji i prowadzenia żywiołowej polemiki z otoczeniem”.

Brzmi absurdalnie? I właśnie o to chodzi. Ten eksperyment pokazuje absurd logiki, którą Rada zastosowała w poniedziałek: sprowadzenia konkretnego zachowania osoby sprawującej władzę publiczną do samego faktu, że zachowanie miało miejsce podczas politycznej debaty.

Skarga dotyczyła konkretnej wypowiedzi, konkretnego mieszkańca i konkretnej sytuacji podczas wykonywania funkcji publicznej. Tymczasem zamiast odpowiedzieć na pytanie, czy granica została przekroczona, Rada przyjęła wygodne założenie: skoro burmistrz jest osobą publiczną, to jej wypowiedź z automatu można zakwalifikować jako element polemiki. To nie jest odpowiedź na zarzuty. To jest bezczelna zmiana pytania.

Zwykły obywatel nie jest stroną politycznego sporu. Nazywanie takiego zachowania „polemiką” to nie tylko intelektualne nadużycie. To stworzenie niebezpiecznego standardu: skoro publiczne odniesienie się do działań mieszkańca można podciągnąć pod „polemikę polityczną”, to gdzie przebiega granica ochrony obywatela przed presją ze strony władzy?

I właśnie tego pytania Rada w swoim uzasadnieniu nie rozstrzygnęła.

Warto przy tym przypomnieć jeszcze jeden kontekst. Burmistrz Marta Majewska od września 2025 roku jest członkinią Zarządu Krajowego NOWEJ Polski — ugrupowania, które samo przedstawia się jako projekt „nowej jakości” w polityce, oparty m.in. na dialogu, uczciwości i pracy dla ludzi.

Tym bardziej warto zapytać, jak te deklaracje mają się do sytuacji, w której przedstawicielka władz tej formacji z urzędowej trybuny odnosi się do obywatelki, która skorzystała ze swoich praw i złożyła zawiadomienie do organów ścigania, a Rada Miejska uznaje tę sytuację za „polemikę polityczną”.

Jeżeli to ma być ta zapowiadana „nowa jakość”, to rzeczywiście — wizerunkowy sukces jest doprawdy „gwarantowany”.

Zderzenie ze ścianą

Zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym rada gminy sprawuje funkcję kontrolną wobec działalności wójta (burmistrza), a za pomocą komisji skarg, wniosków i petycji rozpatruje m.in. skargi na jego działania. Poniedziałkowe głosowanie pokazuje jednak coś znacznie bardziej konkretnego: w tej sprawie mechanizm kontroli wewnętrznej nie zadziałał. Zamiast pełnić funkcję bezpiecznika, który w sytuacji konfliktu pomiędzy władzą wykonawczą a mieszkańcem powinien wymusić rzeczową analizę konkretnego zachowania, Rada przyjęła stanowisko korzystne dla organu wykonawczego.

Radni mogą dziś klepać się po plecach i uważać sprawę za zamkniętą. Sęk w tym, że ich lokalna uchwała nie zatrzymuje prokuratorskiego śledztwa, postępowań w Urzędzie Ochrony Danych Osobowych ani nadzoru Wojewody Lubelskiego. Bo uchwała Rady może zamknąć skargę na poziomie samorządu. Nie może natomiast zamknąć postępowania prowadzonego przez prokuraturę.

Władza samorządowa w Hrubieszowie właśnie zabetonowała się w oblężonej twierdzy, jakby lokalną uchwałą można było zatrzymać nadciągające konsekwencje.

Co się wydarzy, jeżeli ustalenia prokuratury, UODO albo Wojewody okażą się odmienne od oceny przyjętej przez Radę? Wtedy uchwała z 14 września nie zniknie. Przeciwnie — pozostanie dokumentem pokazującym, jak Rada oceniła tę sprawę w momencie, gdy znała już fakt prowadzenia postępowania prokuratorskiego.

14 września Rada zamknęła swoją skargę. Nie zamknęła jednak tej historii. Przeciwnie. Zostawiła po sobie dokument, który będzie można czytać razem z tym, co powiedziała burmistrz, z nagraniem sesji i z dokumentami innych organów prowadzących swoje postępowania. Bo uchwała Rady nie jest ostatnim słowem w tej sprawie. Jest jednym z dokumentów, które będą podlegały ocenie właściwych organów. A dokument z 14 września ma jedną szczególną cechę: ma nazwiska.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry