Prezydent w wersji widmo
W języku prawniczym przyimek „wobec” (użyty w ustawie o statusie sędziów TK) ma konkretną wagę. To nie jest zwrot retoryczny oznaczający „w stronę” lub „z myślą o”. Ślubowanie „wobec kogoś” wymaga fizycznej obecności adresata przysięgi. Jest to akt relacyjny. Musi istnieć bezpośrednia interakcja między składającym przysięgę, a organem państwa, który ją przyjmuje. Próba interpretacji, że można ślubować „wobec” nieobecnej osoby, to prawnicza ekwilibrystyka, która sprowadza powagę państwa do poziomu absurdu i kpiny z rozumnych ludzi.
Dzisiaj w Warszawie odbyło się wydarzenie, które przejdzie do historii. Nie tyle prawa, co iluzjonistyki. Nowo wybrani sędziowie Trybunału Konstytucyjnego złożyli ślubowanie „wobec Prezydenta”. Problem w tym, że Prezydenta tam nie było. Czy to nowa świecka tradycja, czy po prostu pierwszy w historii polskiego sądownictwa akt poświadczenia nieprawdy już na „dzień dobry”?
Pamiętacie państwo te podniosłe apele o „przywracanie praworządności”? O tym, że każdy przecinek w Konstytucji jest święty? Koalicja rządząca, tak bardzo przywiązana do litery prawa, właśnie wysłała nowych sędziów TK na uroczystość, która przypominała raczej seans spirytystyczny niż państwowy akt najwyższej rangi.
Zgodnie z ustawą, sędzia TK składa ślubowanie wobec Prezydenta RP. Kropka. Nie wobec portretu, nie wobec wyobrażenia o prezydencie i na pewno nie wobec pustej sali. W tym wypadku co prawda sala pusta nie była, bo zaproszeni zostali jednak jacyś goście. Tyle, że ustawa mówi jasno: wobec Prezydenta.
Kiedy ten sam Prezydent składał przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym, musiał tam być fizycznie. Nikt nie wpadł na pomysł, by przysięgał „w stronę Sejmu” czy też „wobec budynku na Wiejskiej”, będąc w tym czasie na przykład w Juracie. Skoro „wobec Zgromadzenia Narodowego” – to tak ma być. I było.
Ale nowi sędziowie – elita prawnicza, strażnicy ustawy zasadniczej – uznali najwyraźniej, że to tylko jedynie sugestia. Ślubowali „wobec”, choć po drugiej stronie była tylko pustka i prawdopodobnie echo ich własnych słów. Ten groteskowy obraz na długo zostanie zapamiętany.
Kłamstwo na start: Jaki początek, takie wyroki?
Tu pojawia się pytanie o fundamenty. Jakimi sędziami będą ludzie, których pierwszym „urzędowym” aktem jest udział w farsie? Jeśli podpisują się pod protokołem ślubowania złożonego wobec osoby nieobecnej, to czy nie mamy do czynienia z klasycznym poświadczeniem nieprawdy?
Zaczynać karierę sędziego TK od grubego nagięcia rzeczywistości to tak, jakby kardiochirurg zaczynał operację od stwierdzenia, że pacjent ma serce w kolanie, „bo tak jest mu teraz wygodniej ciąć”. Strach pomyśleć, jak ci państwo będą interpretować prawo za miesiąc, skoro już pierwszego dnia nie zauważyli braku głowy państwa w pomieszczeniu. Czyżby skończyli już w końcu to słynne „liczenie głosów” i uznali, że skoro wynik im się zgadza, to cała reszta – włącznie z obecnością adresata przysięgi – jest zbędnym detalem?
Półtora roku paraliżu i… nic się nie stało
I tu dochodzimy do najbardziej brutalnego wniosku, który pewnie nie spodoba się ani „starym”, ani „nowym”. Przez ostatnie 1,5 roku Trybunał Konstytucyjny trwał w stanie agonalnego paraliżu. I co? I nic. Niebo nie spadło nam na głowy, kury dalej się niosły, a Polacy jakoś dawali sobie radę bez cotygodniowych orędzi z al. Szucha.
Skoro społeczeństwo przetrwało 18 miesięcy bez sprawnie działającego TK, to może ten organ w obecnym wydaniu jest nam niepotrzebny? A już na pewno nie potrzebujemy TK w wersji spirytystycznej, gdzie sędziowie ślubują duchom, a prawo staje się plasteliną w rękach aktualnej większości.
Konkluzja
Dzisiejsze wydarzenie to nie jest żadna „naprawa państwa”. To wymiana dekoracji przy zachowaniu metod, których nie powstydziliby się najwięksi magicy PRL-u. Jeden z nich zresztą jest nawet marszałkiem Sejmu i na konferencji tuż po „ślubowaniu wobec Prezydenta” oświadczył, że wszystko jest tak jak ma być i już. Jeśli ślubowanie można złożyć do pustego fotela, to jutro wyroki będą zapadać w oparciu o to, co sędziowie „poczują” rano w kawie.
Zapamiętajcie ten dzień, bo właśnie narodziła się Praworządność Wyobrażona. Skoro sędziowie potrafią dostrzec Prezydenta tam, gdzie go nie ma, to nie miejcie złudzeń. W waszych portfelach i prawach też „zobaczą” dokładnie to, co akurat każe im partia. Jeśli fundamentem sądu jest kłamstwo o obecności, to jego dachem będzie wyłącznie cynizm. Witamy w kraju, w którym prawo przestało funkcjonować, a stało się halucynacją na zlecenie rządu.

