NA UKRAINIE ROK 2027 ROKIEM LUDOBÓJCY SZUCHEWYCZA I ZBRODNIARZY Z UPA

20 października 2026 roku Lwowska Rada Obwodowa ogłosiła 2027 rok Rokiem Romana Szuchewycza, Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) oraz Ołeha Olżycza. Szuchewycz był głównodowodzącym UPA w okresie, gdy formacja ta prowadziła zorganizowaną akcję eksterminacji polskiej ludności cywilnej. Ludobójstwo Polaków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej popełniono ze szczególnym okrucieństwem. Ustanowienie roku poświęconego dowódcy UPA i samej formacji odpowiedzialnej za te zbrodnie jest aktem publicznego honorowania, który należy ocenić jednoznacznie: to cios w pamięć ofiar i ich rodzin.

Doprecyzujmy: Lwowska Rada Obwodowa jest regionalnym organem samorządowym — odpowiednikiem polskiego sejmiku województwa — a nie parlamentem całej Ukrainy. Ta różnica nie unieważnia jednak znaczenia decyzji. To oficjalna uchwała instytucji publicznej, która zapowiada program uroczystości, wydarzeń edukacyjnych i działań upamiętniających na obszarze graniczącym z Polską.

Nie ma tu potrzeby uciekania w eufemizmy o „trudnej pamięci” czy „odmiennych narracjach”. Spór dotyczy tego, czy można publicznie wynosić na piedestał dowódcę i formację odpowiedzialnych za ludobójstwo polskich cywilów, nie stawiając w centrum pamięci ich ofiar. Odpowiedź powinna być jasna: nie można.

Sejmik na Lwowszczyźnie stawia zbrodniarzy na piedestale

Podczas posiedzenia 20 października 2026 roku 52 deputowanych poparło ogłoszenie 2027 roku Rokiem Romana Szuchewycza, tyle samo — Rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii, a 49 — Rokiem Ołeha Olżycza. Rada zapowiedziała przygotowanie wydarzeń memorialnych, naukowych, kulturalnych, edukacyjnych i informacyjnych. Nie jest to zatem wyłącznie symboliczny zapis w kalendarzu: instytucje publiczne mają przygotować program, który będzie kształtował pamięć historyczną regionu.

Z inicjatywy deputowanego Swiatosława Szeremety przyjęto też oświadczenie o niedopuszczalności zewnętrznych nacisków na ukraińską politykę upamiętniania. W praktyce oznacza to próbę postawienia tej decyzji poza krytyką ze strony państwa, którego obywatele padli ofiarą zbrodni. Taka postawa nie buduje pojednania. Utrwala przekonanie, że pamięć sprawców ma być chroniona przed pytaniami, a pamięć ofiar może zostać odsunięta na bok.

Szuchewycz i rozkaz eksterminacji Polaków

Roman Szuchewycz był jednym z czołowych działaczy banderowskiej frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN-B), służył w formacjach współpracujących z Niemcami, a od sierpnia 1943 roku stał na czele UPA. W okresie jego dowództwa antypolska akcja, zapoczątkowana na Wołyniu, była kontynuowana także w Galicji Wschodniej. Nie była to seria przypadkowych, lokalnych zajść, lecz zorganizowana kampania wymierzona w polską ludność cywilną.

Instytut Pamięci Narodowej przypomniał w związku z decyzją lwowskich radnych rozkaz przypisywany Szuchewyczowi, skierowany do podległych dowódców:

„W pień wycinać. Czysto polskie wsie palić, wsie mieszane – tylko polską ludność niszczyć”.

To zdanie oddaje istotę antypolskiej akcji: celem było usunięcie Polaków z określonych terenów, także przez mordowanie mieszkańców i palenie całych miejscowości. Polskie państwo uznaje zbrodnię wołyńsko-galicyjską za ludobójstwo. Szacunki dotyczące liczby ofiar różnią się w szczegółach, lecz skala zbrodni jest bezsporna — chodzi o ponad 100 tysięcy zamordowanych Polaków na Wołyniu, w Galicji Wschodniej i na terenach sąsiednich.

Mordowano kobiety, dzieci i starców. Ofiary zabijano z wyjątkowym okrucieństwem, a całe polskie wsie były niszczone. Dlatego określenie „ludobójstwo ze szczególnym okrucieństwem” nie jest publicystyczną przesadą, lecz opisem zbrodni, której charakter i skala wymagają nazwania wprost. Każda próba pomniejszania tej odpowiedzialności uderza w pamięć ofiar oraz w ich rodziny, które przez dziesięciolecia czekały na prawdę i godny pochówek bliskich.

Nie można też pomijać żydowskich ofiar niemieckiej okupacji i przemocy ukraińskich nacjonalistów. Część ukraińskiej policji pomocniczej uczestniczyła w niemieckim aparacie prześladowań i Zagłady, a UPA zabijała również Żydów, którzy przetrwali likwidację gett. Poszczególne epizody i zakres odpowiedzialności wymagają precyzyjnego opisu, ale ta precyzja nie może służyć przemilczaniu ofiar ani wybielaniu formacji związanych z radykalnym nacjonalizmem.

Jeżeli w publicznym upamiętnieniu Szuchewycza nie ma centralnego miejsca dla ofiar i jego odpowiedzialności, nie jest to pełna pamięć historyczna — jest to gloryfikacja.

Olżycz obok Szuchewycza: historyczny absurd uchwały

Osobnego omówienia wymaga Ołeh Olżycz, którego również ustanowiono patronem 2027 roku. Był związany z melnykowskim nurtem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN-M), konkurencyjnym wobec frakcji banderowskiej OUN-B. To zestawienie nie jest drobnym szczegółem: środowisko polityczne Olżycza nie miało takiego samego stanowiska wobec antypolskiej czystki jak banderowcy.

IPN, komentując uchwałę z 20 października, sam zwrócił uwagę na paradoks jednoczesnego uhonorowania Olżycza i Szuchewycza. Kierownictwo organizacji, na czele której stał Olżycz, potępiało banderowskie zbrodnie, a działacze melnykowscy płacili za sprzeciw krwią. Badacze Yuri Radchenko i Andrii Usach wskazują ponadto, że sprzeciw wobec antypolskiej czystki występował w środowisku melnykowców i mógł być szczególnie związany z kręgiem Olżycza.

Nie oznacza to, że OUN-M była wolna od radykalnego nacjonalizmu ani że wszyscy jej działacze zachowywali się identycznie. Oznacza natomiast, że nie wolno udawać, iż te nurty miały to samo stanowisko w sprawie mordowania Polaków. Wspólnym programem upamiętnienia objęto Szuchewycza i UPA, odpowiedzialnych za ludobójczą akcję, oraz Olżycza, którego środowisko potępiało zbrodnie banderowców. To historyczna sprzeczność, której organizatorzy obchodów nie wyjaśnili.

Kijów wcześniej wysłał własny sygnał

Październikowej uchwały Lwowskiej Rady Obwodowej nie należy utożsamiać z formalną decyzją parlamentu całej Ukrainy. Jest jednak wcześniejszy, jednoznaczny akt władz centralnych: 26 maja 2026 roku prezydent Wołodymyr Zełenski podpisał dekret nr 440/2026, nadający Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy honorowe imię „Bohaterów UPA”.

To nie samorządowy gest, lecz decyzja prezydenta Ukrainy. Nie dowodzi ona, że Kijów zatwierdził wszystkie szczegóły programu obchodów na Lwowszczyźnie, ale pokazuje, że honorowanie UPA nie ogranicza się do inicjatyw lokalnych. Gdy głowa państwa nadaje jednostce wojskowej imię związane z UPA, a kilka miesięcy później regionalny samorząd ustanawia cały rok poświęcony tej formacji i jej dowódcy, trudno mówić o pojedynczym, odosobnionym epizodzie polityki pamięci.

Władze Ukrainy mogą odwoływać się do prawa do kształtowania własnej historii. Nie oznacza to, że sąsiedzi mają milczeć, gdy instytucje publiczne honorują ludzi i organizacje odpowiedzialne za masowe zbrodnie. Suwerenność nie daje przywileju do ignorowania ofiar ani do żądania, by państwo dotknięte ludobójstwem nie zabierało głosu.

To nie tylko polski sprzeciw: Parlament Europejski i Izrael

Krytyka honorowania UPA nie ograniczała się do Polski. 8 lipca 2026 roku Parlament Europejski przyjął poprawkę w ramach rezolucji dotyczącej postępów Ukrainy na drodze do członkostwa w Unii Europejskiej. Europosłowie wyrazili ubolewanie z powodu „niepotrzebnej i niesprowokowanej eskalacji” związanej z decyzją Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej nazwy „Bohaterów UPA”. Wskazali również na wrażliwość historyczną i ból społeczeństwa, którego dziesiątki tysięcy cywilów zostały zamordowane przez UPA w czasie II wojny światowej. Była to reakcja na majowy dekret prezydenta Ukrainy, nie bezpośrednio na październikową uchwałę lwowskiego samorządu — ale jej znaczenie dla obecnej debaty jest oczywiste.

Szczególnie istotny jest głos Izraela, ponieważ działalność ukraińskich nacjonalistów w czasie II wojny światowej wiąże się także z historią prześladowań i mordowania Żydów. Już w 2018 roku ambasador Izraela w Ukrainie Joel Lion publicznie krytykował rehabilitowanie postaci takich jak Stepan Bandera i Roman Szuchewycz, wskazując, że dla Żydów są one kojarzone z zabójcami Żydów. W 2019 roku ambasadorzy Polski i Izraela wspólnie zaprotestowali przeciw gloryfikowaniu postaci związanych z czystkami etnicznymi, podkreślając, że takie upamiętnianie obraża pamięć niewinnych ofiar i szkodzi pojednaniu obu narodów.

To udokumentowane stanowiska izraelskiej dyplomacji z wcześniejszych lat, a nie nowe oświadczenie Jad Waszem w sprawie uchwały z 20 października 2026 roku. Nie trzeba jednak dopisywać instytucjom niepotwierdzonych wypowiedzi, by dostrzec wagę problemu: honorowanie Szuchewycza budziło sprzeciw także ze względu na pamięć żydowskich ofiar i odpowiedzialność za zbrodnie z okresu niemieckiej okupacji.

W Polsce protest był jednoznaczny. IPN ocenił ustanowienie roku Szuchewycza jako cios w pamięć ofiar ludobójstwa, a wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz nazwał decyzję nieakceptowalną. Polska ambasada w Kijowie przypomniała, że gloryfikowanie UPA i postaci obciążonych zbrodniami stoi w sprzeczności z wartościami europejskimi oraz dobrosąsiedzkim charakterem relacji polsko-ukraińskich.

Order Orła Białego: brak kontrasygnaty Tuska ma konkretny skutek

W czerwcu 2026 roku prezydent Karol Nawrocki ogłosił decyzję o pozbawieniu Wołodymyra Zełenskiego Orderu Orła Białego. Dzień później ukraiński prezydent odesłał insygnia do Warszawy; trafiły one do depozytu Kancelarii Prezydenta RP. Sam fizyczny zwrot odznaczenia nie oznacza jednak automatycznej utraty statusu kawalera orderu. O tym decydują przepisy i prawidłowo przeprowadzona procedura, a nie przesyłka kurierska.

Art. 144 ust. 2 Konstytucji RP ustanawia zasadę, że akty urzędowe prezydenta wymagają dla swojej ważności podpisu Prezesa Rady Ministrów, chyba że Konstytucja wskazuje wyjątek. W art. 144 ust. 3 pkt 16 wskazano „nadawanie orderów i odznaczeń” — nie wymieniono tam ich odbierania. Z kolei art. 36 ustawy o orderach i odznaczeniach wymaga, by postanowienie prezydenta o pozbawieniu orderu zostało opublikowane w „Monitorze Polskim”.

Wykładnia literalna tych przepisów prowadzi do jasnego wniosku: pozbawienie orderu wymaga kontrasygnaty premiera. Takie stanowisko przedstawił m.in. konstytucjonalista dr Mateusz Radajewski na łamach „Rzeczpospolitej”. Donald Tusk nie złożył wymaganej kontrasygnaty. W konsekwencji decyzja ogłoszona przez prezydenta nie uzyskała skutku prawnego, a Wołodymyr Zełenski nadal formalnie pozostaje kawalerem Orderu Orła Białego — mimo że odesłał insygnia.

To nie jest detal techniczny ani akademicka zabawa przepisami. Skutek jest konkretny: politycznie zapowiedziane odebranie odznaczenia nie zostało prawnie domknięte. Premier powinien jasno wyjaśnić, dlaczego nie złożył kontrasygnaty, skoro prezydent ogłosił decyzję o pozbawieniu orderu. Milczenie w tej sprawie pozostawia obywateli z symbolicznym gestem zamiast skutecznego aktu prawnego i podważa wiarygodność stanowczej reakcji państwa na gloryfikowanie UPA.

Neobanderyzm uderza w zaufanie i niszczy podstawy partnerstwa

Gloryfikowanie skrajnego nacjonalizmu nie jest wyłącznie sporem o przeszłość. Oficjalne uroczystości, nazwy jednostek wojskowych i programy edukacyjne kształtują to, co kolejne pokolenia uznają za powód do dumy. Gdy państwowe i samorządowe instytucje honorują przywódców oraz formacje odpowiedzialne za ludobójstwo, a jednocześnie nie stawiają w centrum ich ofiar, wysyłają sygnał, że pamięć o zamordowanych Polakach ma ustąpić przed współczesnym mitem narodowym.

Ten kierunek pogłębia podziały i niszczy zaufanie, na którym powinno opierać się partnerstwo polsko-ukraińskie. Neobanderyzm nie prowadzi do pojednania: utrwala konflikt pamięci, rani rodziny ofiar i podważa wiarygodność deklaracji o wspólnych wartościach europejskich. Nie jest to odpowiedzialność wszystkich Ukraińców — odpowiedzialność dotyczy przede wszystkim konkretnych decyzji władz i środowisk, które gloryfikują formacje obciążone zbrodniami.

Takie decyzje dostarczają też materiału rosyjskiej propagandzie, która od lat próbuje przedstawiać Ukrainę jako państwo z natury nazistowskie i skłócać ją z sąsiadami. Nie usprawiedliwia to rosyjskiej agresji ani nie oznacza, że rosyjska narracja jest prawdziwa. Oznacza jednak, że ukraińskie władze, gloryfikując kontrowersyjne formacje i postacie, same ułatwiają Kremlowi wykorzystywanie historii do siania nieufności.

Polska ma strategiczny interes w istnieniu niepodległej Ukrainy, wolnej od rosyjskiej dominacji. Właśnie dlatego nie może traktować gloryfikacji ludobójców jako sprawy nieważnej ani udawać, że nie ma ona znaczenia dla bezpieczeństwa, zaufania społecznego i wzajemnych relacji. Sojusz nie oznacza bezwarunkowego milczenia wobec zbrodni i ich upamiętniania.

Warszawa musi odpowiedzieć czymś więcej niż komunikatem

Ustanowienie 2027 roku rokiem Szuchewycza i UPA przez Lwowską Radę Obwodową zasługuje na stanowczy sprzeciw. Nie dlatego, że Polska chce narzucać Ukrainie całą jej historię, lecz dlatego, że nie może zaakceptować publicznego honorowania dowódcy i formacji związanych z ludobójstwem Polaków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. W tej sprawie nie należy szukać eufemizmów, które rozmywają odpowiedzialność.

Nie ma trwałego pojednania bez prawdy. Nie ma zaufania bez szacunku dla ofiar. Nie ma wiarygodnego partnerstwa, jeśli pamięć o ludobójstwie ma być podporządkowana politycznemu kultowi jego sprawców.

Warszawa powinna domagać się od władz Ukrainy jasnego stanowiska wobec tej uchwały, konsekwentnie podnosić sprawę na forum europejskim oraz wspierać badania, ekshumacje i godny pochówek ofiar. Powinna też zakończyć własną niespójność w sprawie Orderu Orła Białego: jeśli decyzja o odebraniu orderu została ogłoszona, rząd powinien jasno wyjaśnić, dlaczego nie doprowadzono do jej skutecznego przeprowadzenia. Pamięć pomordowanych nie może kończyć się na mocnych słowach i pustych deklaracjach.

Ludobójstwo Polaków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej nie było „sporem narracji”. Było zbrodnią popełnioną ze szczególnym okrucieństwem. A decyzja, by rok 2027 poświęcić Szuchewyczowi i UPA, jest decyzją, przeciwko której trzeba protestować — otwarcie, stanowczo i bez rozmywania prawdy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry