Już w najbliższy czwartek, 29 października, Rada Miejska w Hrubieszowie zbierze się na sesji, która zdeterminuje przyszłość naszego miasta na kolejne trzy dekady. Na stołach radnych leżą dwa kluczowe projekty przygotowane przez władze wykonawcze: dotkliwa podwyżka lokalnych podatków oraz emisja obligacji na gigantyczną kwotę 25,4 miliona złotych. To doskonały moment, aby odrzeć z wizerunkowego pudru rządy burmistrz Marty Majewskiej. Kobiety, która ma realny wpływ na zarządzanie miastem od 2014 roku – najpierw jako zastępca, a potem jako burmistrz – a która dziś przyczyn kryzysu Hrubieszowa szuka w geopolityce, wojnie czy uroku wielkich miast, starannie omijając bilans własnych decyzji.
Zacznijmy od prostego porównania do domowego budżetu. Rodzinie zaczyna brakować na rachunki, a jej dochody maleją. Co robi rozsądny gospodarz? Zaciska pasa, rezygnuje z kosztownych zachcianek i tnie wydatki. A jak zachowują się władze Hrubieszowa? Działają jak rodzina, która bierze gigantyczną, wieloletnią pożyczkę niczym przysłowiową „chwilówkę” odsuwającą problem w czasie – z założeniem, że przez pierwszą dekadę nie spłaci ani grosza kapitału, a niemal cały ciężar oddania długu zrzuci na barki dzieci i wnuków, które jeszcze się nie urodziły. A żeby mieć na bieżące odsetki dla banku i utrzymanie domu, każe domownikom płacić wyższy czynsz. Tak w praktyce wygląda dziś polityka finansowa hrubieszowskiego ratusza.
Medialna hipokryzja i skok na kieszenie przedsiębiorców
Zderzenie publicznych deklaracji burmistrz Majewskiej z twardymi danymi z projektów uchwał obnaża uderzającą sprzeczność. Kilka dni temu portal Business Insider opublikował raport za lata 2021–2025, w którym Hrubieszów zajął 12. miejsce w Polsce w rankingu miast o najbardziej niekorzystnym saldzie migracji. W reakcji na to, 21 października, burmistrz wystosowała medialny apel do premiera Donalda Tuska o „Pakt dla Wschodniego Pogranicza”. W ogólnopolskich mediach tłumaczyła, że młodzi ludzie uciekają za lepszą pracą, a przez wojnę w Ukrainie i codzienne alerty inwestorzy omijają nasz region. Zaapelowała do rządu o „preferencje inwestycyjne i zachęty dla przedsiębiorców tworzących miejsca pracy”.
Brzmi sensownie, prawda? Szkopuł w tym, że dokładnie dzień przed publikacją tego apelu – 20 października – do Rady Miejskiej trafił przygotowany przez władze miasta projekt uchwały (Druk nr 295) podnoszący lokalnym przedsiębiorcom i mieszkańcom podatek od nieruchomości o około 10 procent. Przy wskaźniku inflacji GUS za pierwsze półrocze 2026 roku wynoszącym zaledwie 2,7 procent, ratusz windują stawkę za budynki związane z działalnością gospodarczą z 31,02 zł do 34,12 zł za metr kwadratowy, zbliżając się do ustawowego maksimum (36,49 zł).
Zamiast wykorzystać własne kompetencje podatkowe z ustawy o podatkach i opłatach lokalnych do stworzenia w Hrubieszowie strefy niskich stawek rekompensującej przygraniczne położenie, władze fundują firmom fiskalny drenaż. Z samego wzrostu opłat od budynków firmowych miasto wyciągnie dodatkowe 576 619 zł, a łączny skutek podwyżki wszystkich stawek wyniesie w 2027 roku dokładnie 1 076 765,91 zł (z czego ponad 613 tys. zł zapłacą osoby prawne, a niemal 464 tys. zł osoby fizyczne). W uzasadnieniu projektu przyznano wprost, że powodem podwyżki są „bieżące potrzeby dochodowe budżetu miasta związane z realizacją nałożonych zadań własnych”. Trudno o większą hipokryzję decyzyjną: w mediach domagać się od rządu zachęt dla biznesu, a w ratuszu przykręcać temu samemu biznesowi podatkową śrubę, by domknąć bieżący budżet.
Księgowa ściana z art. 243 i długi dla nienarodzonych
Skąd ta nagła potrzeba wyduszenia dodatkowego miliona złotych z podatników, skoro jednocześnie miasto chce wyemitować aż 25,4 miliona złotych obligacji? Z zestawienia dokumentów budżetowych wynika, że Gmina Miejska Hrubieszów znalazła się w klasycznej spirali kurczenia się bazy ekonomicznej, gdzie rosnące koszty utrzymania miejskiej machiny zderzają się z narastającym obciążeniem dłużnym.
Mechanizm problemu odsłoniła sierpniowa zmiana Wieloletniej Prognozy Finansowej (Druk nr 274 z 13 sierpnia 2026 r.). Przy zaplanowanej na 2026 rok spłacie aż 12,86 mln zł rat kapitałowych z wcześniejszych kredytów i obligacji oraz 4,71 mln zł samych odsetek, w załączniku nr 1 do sierpniowego WPF wykazano brak spełnienia indywidualnego wskaźnika spłaty zobowiązań z art. 243 ustawy o finansach publicznych (status „NIE” w kolumnach 8.4 i 8.4.1) przez cztery kolejne lata: od 2026 do 2029 roku. W 2026 roku wskaźnik planowanej łącznej spłaty zobowiązań do dochodów bieżących pomniejszonych o dotacje (poz. 8.1) wyniósł 9,98 procent, podczas gdy dopuszczalny limit wyliczony w oparciu o plan trzech kwartałów (poz. 8.3) wynosił 3,84 procent, a w oparciu o wykonanie roku poprzedzającego (poz. 8.3.1) – zaledwie 2,17 procent.
Aby uniknąć blokady budżetu przez ustawowy limit spłaty i zbilansować kasę bez głębokiego cięcia wydatków bieżących (sięgających w 2026 r. niemal 115 milionów złotych), władze miasta sięgnęły po ratunkowy manewr: zrolowanie długu w daleką przyszłość. Na czwartkowej sesji radni mają przegłosować emisję obligacji na 25,4 miliona złotych (Druk nr 294 zmieniony) przeznaczonych na sfinansowanie planowanego deficytu oraz spłatę wcześniejszych zobowiązań.
Harmonogram tej emisji to podręcznikowy przykład przerzucania kosztów na przyszłe pokolenia. Przez pierwsze 10 lat (2026–2035) miasto nie spłaci z pożyczonych 25,4 mln zł ani jednej złotówki kapitału. W 2036 roku wykupi jedynie pierwszą serię (A26) o wartości 400 tysięcy złotych, natomiast zasadniczy ciężar wykupu pozostałych 25 milionów złotych (serie B26 i C26) rozłożono na lata 2037–2055: najpierw po 1 mln zł rocznie (2037–2043), a następnie po 1,5 mln zł rocznie (2044–2055).
Policzmy to dokładnie. Taka konstrukcja harmonogramu oznacza, że średni ważony czas utrzymywania pożyczonego kapitału przekracza 21 lat (łączny kapitałorok to 534,9 mln zł-lat). Przez cały ten 29-letni okres podatnicy będą spłacać zmienne oprocentowanie oparte na stawce WIBOR 6M powiększonej o marżę. Przyjmując konserwatywne założenie uśrednionego oprocentowania w całym okresie do 2055 roku na poziomie od 5,5 do 6,5 procent rocznie, same odsetki od nowej emisji pochłoną od 29,4 mln zł do 34,8 mln zł. Oznacza to, że pożyczone dziś 25,4 miliona złotych w tym scenariuszu będzie kosztowało hrubieszowskich podatników łącznie od około 54,8 mln zł do ponad 60,1 mln zł.
Bylejakość w papierach, rowery i wirtualna tężnia
O tym, w jakim pośpiechu przygotowywano tę operację, świadczy kompromitująca wpadka w pierwotnym projekcie uchwały obligacyjnej z 20 października (Druk nr 294). W kluczowym § 1 ust. 1 wpisano cyfrowo emisję „25 400” obligacji na kwotę „25 400 000,00 zł”, ale słownie zapisano… „pięć tysięcy” sztuk oraz „pięć milionów złotych”. Urzędnicy bezrefleksyjnie skopiowali stary szablon uchwały na 5 milionów i nawet go nie przeczytali przed skierowaniem na sesję. Dopiero 26 października, na trzy dni przed głosowaniem, ratusz złożył autopoprawkę (Druk nr 294 zmieniony) korygującą ten 20-milionowy błąd pisarski.
Warto przy tym zapytać: jakie priorytety inwestycyjne ma samorząd, który musi odsuwać spłatę długów aż do 2055 roku? Z wykazu przedsięwzięć do WPF (Druk nr 274, załącznik nr 2) wynika, że w ostatniej dekadzie ponad 88,2 miliona złotych zaangażowano w siedem zadań o charakterć głównie rekreacyjnym, kulturalnym i modernizacyjnym (w tym krytą pływalnię za 29,26 mln zł, rozbudowę HOSiR za 17,36 mln zł czy rewitalizację HDK za 9,91 mln zł). Choć obiekty te poprawiają estetykę miasta, nie tworzą miejsc pracy w sektorze prywatnym, generując za to wysokie, sztywne koszty utrzymania.
Jeszcze bardziej wymowne są przesunięcia budżetowe z 13 sierpnia 2026 roku (Druk nr 273). Władze miasta obcięły wówczas wydatki na pięć zadań o znaczeniu gospodarczym, wodno-kanalizacyjnym i kryzysowym: zmniejszono o 1 303 300 zł tegoroczne nakłady na przebudowę budynku przy Placu Wolności 8 (siedzibę inkubatora dla biznesu KCEiWG), obcięto o 322 000 zł wydatki na kryzysowy system uzdatniania wody pitnej ze zbiornikiem dla miasta, zredukowano o 600 000 zł budowę deszczówki i przebudowę ul. Reja, o 238 361 zł dokumentację zbiornika retencyjnego oraz o 250 000 zł zakup pojazdu interwencyjnego dla Straży Miejskiej. Zdjęta z tych pięciu zadań kwota – co do złotówki wynosząca 2 713 661 zł – została w tym samym Druku nr 273 przekierowana na dwa zadania rowerowe: budowę drogi rowerowej przy ul. Wyzwolenia (1 428 184 zł) oraz przebudowę ciągu pieszo-rowerowego przy ul. Basaja (1 285 477 zł). Równocześnie w załączniku inwestycyjnym utrzymano wydatek 641 637 zł na budowę tężni solankowej, której fizycznie w mieście wciąż nie ma. Z kolei głośny program mieszkaniowy SIM Lubelskie przez cztery lata funkcjonowania spółki nie dostarczył w Hrubieszowie ani jednego gotowego lokalu – dopiero w marcu 2026 roku miasto poinformowało o prawomocnym pozwoleniu na budowę i dotacji na kolejny etap, co każe pytać, kiedy młode rodziny realnie otrzymają klucze.
Demograficzna przepaść i pytania, na które ratusz musi odpowiedzieć
Władze Hrubieszowa nie odpowiadają za wszystkie przyczyny depopulacji ściany wschodniej, ale po 12 latach współrządzenia miastem przez Martę Majewską ponoszą odpowiedzialność za to, czy lokalna polityka potrafi na ten kryzys skutecznie reagować. A twarde dane GUS są alarmujące. Między 2019 a 2025 rokiem liczba mieszkańców Hrubieszowa spadła z 17 528 do 15 422 osób, co oznacza ubytek o 12 procent w zaledwie sześć lat. W całym 2024 roku w mieście urodziło się tylko 70 dzieci, a na każde 100 zgonów przypadało raptem 38 urodzeń żywych.
Oficjalna prognoza demograficzna GUS dla powiatu hrubieszowskiego zakłada spadek liczby ludności o 26,1 procent do 2050 roku (z 56 297 do 41 612 osób). Jeśli nałożymy ten oficjalny wskaźnik spadku na populację samego Hrubieszowa z końca 2025 roku (15 422 osoby), otrzymamy w prostej ekstrapolacji około 11 400 mieszkańców w 2050 roku – a uwzględniając fakt, że miasto wyludnia się obecnie szybciej niż gminy wiejskie, w latach szczytowego wykupu nowych obligacji (2044–2055) populacja Hrubieszowa skurczy się w okolice 10,5–11,5 tysiąca osób, z czego blisko połowę stanowić będą seniorzy.
Zanim więc radni podniosą w czwartek ręce za obligacjami do 2055 roku i podwyżką podatków, mieszkańcy mają prawo usłyszeć od burmistrz Majewskiej konkretne odpowiedzi: jaka dokładnie część z 25,4 mln zł idzie na rolowanie starych długów, a jaka na pokrycie tegorocznego deficytu? Jakie oszczędności w wydatkach bieżących urzędu rozważono przed sięgnięciem do kieszeni podatników i przedsiębiorców? I wreszcie – jaki jest długofalowy plan na utrzymanie miasta i spłatę zobowiązań, skoro po zakończeniu projektu szwajcarskiego, w latach 2030–2045 w prognozie finansowej (Druk nr 274) wpisano 0 złotych środków unijnych i zamrożono wydatki inwestycyjne całego miasta na poziomie około 1 procenta budżetu?
Zrzucanie winy za obecny stan Hrubieszowa wyłącznie na geopolitykę to wygodne, polityczne alibi. Prawda jest jednak brutalna: bez radykalnej rewizji priorytetów wydatkowych, bez realnego wsparcia dla lokalnych firm i bez odcięcia się od życia na kredyt, miasta nie uratują żadne medialne apele. Czwartkowa sesja pokaże, czy radni mają w sobie odwagę, by zażądać twardego rachunku ekonomicznego, czy też posłusznie przegłosują finansową pętlę aż do 2055 roku. Biorąc pod uwagę dotychczasową uległość Rady Miejskiej, złudzeń raczej nie ma. Ale to, że władza wybiera drogę na skróty, nie oznacza wcale, że mieszkańcy mają milczeć.

