Wirus palichlebozy, który od jakiegoś czasu trawi obrady Rady Powiatu w Hrubieszowie, najwyraźniej znalazł nowego żywiciela. Tym razem zaatakował Radę Miasta. Objawy są dobrze znane: uciąć dyskusję, nie dopuścić niewygodnego głosu, nie zadawać zbyt wielu pytań i – przede wszystkim – nie zrobić przypadkiem czegoś, co mogłoby być nie na rękę organowi wykonawczemu. W powiecie organem tym jest starosta i zarząd. W mieście – burmistrz.
Tym razem palichleboza zaatakowała rozpatrywanie skargi na burmistrz Martę Majewską. Chodzi o sytuację z 9 lipca, kiedy to podczas sesji ujawnione zostały dane mieszkanki. Jak można było się spodziewać, radni nie odważyli się nawet podejść do najtrudniejszej części swojej roboty – merytorycznej oceny działania organu wykonawczego. Uchwała zrzucająca z rady ten niewygodny obowiązek została przygotowana nieudolnie, ale jednak odczytana. Sposób jej prezentacji idealnie oddawał zresztą wątpliwą jakość prawną samego dokumentu.
Następnie przeszliśmy do tak zwanej dyskusji. Tutaj głos zabrał radny z komisji, która wydała opinię, aby rada uznała się za niewłaściwą, i chciał przedstawić swój sprzeciw wobec tej uchwały. Dyskusja sprowadzona została do tego, że skoro radny w komisji głosuje za uchwałą, to na sesji nie może być przeciwko. Zdania zmieniać nie można i koniec. Bo najwyraźniej w hrubieszowskiej Radzie Miasta obowiązuje nowa zasada demokracji: można mieć własne zdanie, o ile wcześniej uzgodniło się je z komisją.
Dodatkowo resztę „milczących” radnych utwierdzili w tym radny Tarnawski oraz radny Cisło. W ogóle to wyrażone zostało oburzenie, jak można być przeciwko „własnej komisji”? Panie radny Cisło – to nie jest „własna komisja”. Jako radni niczego nie macie w Radzie Miasta na własność. Komisja nie jest klubem wzajemnej adoracji, z którego po otrzymaniu legitymacji członkowskiej nie wolno już mieć własnego zdania. Radny nie składa ślubowania wierności komisji. Składa je wobec Konstytucji i prawa.
Na sali była również pełnomocnik osoby, której dane ujawniono. Przyjechała po to, żeby przedstawić stanowisko skarżącej i wskazać argumenty przeciwko planowanej uchwale. Ale po co słuchać mieszkańca, skoro można słuchać samego siebie? Przewodniczący – po konsultacji z obecną na sali radcą prawną – uznał, że „może, ale nie musi” dopuścić osobę spoza Rady do głosu. Nie dopuścił. I tym sposobem osoba, której sprawa bezpośrednio dotyczyła, nie dostała nawet kilku minut, żeby przed głosowaniem powiedzieć radnym, dlaczego uważa projekt za wadliwy.
11 ZA. 1 PRZECIW.
Dyskusja zakończona.
Merytorycznej oceny skargi nie będzie.
I tyle. Problem rozwiązany.
Wirus palichlebozy zatem zaczął mutować. W powiecie objawem było: „nie dyskutujemy”. W mieście pojawiła się nowa mutacja: „nie dopuszczamy do głosu”. A do tego dochodzi odmiana szczególnie groźna – „radny nie może zmienić zdania, bo komisja już zdecydowała”. Epidemiolodzy mogą być zaniepokojeni.
O tym, że przed sesją materiały dotyczące jej porządku i projektów uchwał nie były dostępne w miejskim BIP, oczywiście nie padło ani słowo. Nie było, to nie było. Po co drążyć temat? Niedługo to pewnie same sesje tajne będą, a mieszkańcy o podwyżkach opłat za śmieci i innych daninach na rzecz miasta będą dowiadywać się z podziemnych biuletynów, najlepiej pisanych atramentem sympatycznym.
Na tym kończymy dzisiejszy odcinek walki z palichlebozą. Sama choroba najwyraźniej ma się jednak całkiem dobrze.
My natomiast nie zamierzamy udawać, że nic się nie stało. Skarga została odesłana. Głosu skarżącej nie dopuszczono. Dyskusję zakończono. Uchwałę przegłosowano.
11 do 1.
A teraz zobaczymy, co zrobią z tym ci, którzy mają pilnować, żeby samorząd działał zgodnie z prawem.
O dalszych losach skargi będziemy informować.

